
Są takie projekty, w których celem jest działanie, a rezultat to efekt jakiejś magii. Biznesowo brzmi jak herezja, ale od lat działam w Klub Wysokogórski Kraków i tu takie projekty się dzieją.
W sobotę 8 marca 2025 znów miałem przyjemność dołożyć cegiełkę do organizacji 37. edycji Memoriału im. Jana Strzeleckiego w Narciarstwie Wysokogórskim. Trudne i ryzykowne zawody. Tym, którzy znają Tatry, wystarczy powiedzieć, że pokonywana na nartach trasa biegła z Doliny Roztoki, przez Dolinę 5 Stawów Polskich, Kozią Przełęcz, Zawrat, zbocza Niżniego Kostura, aż do mety przy schronisku w „Piątce”, a jak jeszcze dodać, że zwycięzca pokonał ją na nartach w 1 h 51 minut, to będzie wiadomo, że było bardzo szybko. Nie bez powodu nasze zawody zaliczane są do Pucharu Polski Polski Związek Alpinizmu.
Jak się realizuje taki projekt? Szczerze mówiąc biznesowo w Polsce nigdy by się to nie spięło. Planowanie, zgody, zabezpieczenie ratownicze, wyznaczanie trasy, organizacja logistyki, zmienne scenariusze pisane przez warunki pogodowe, sędziowanie i zabezpieczanie dziesiątek punktów trasy oraz odpowiedzialność za najważniejsze – bezpieczeństwo w górach. Mamy przyjaciół i sponsorów (wymieniam niżej, dziękujemy!), ale niezwykła jest ta siła napędowa, która mimo zmęczenia fizycznego i psychicznego, ogromnego stresu napędza ten projekt. W Klubie jest nią pasja oraz chęć wspólnego działania, które jest podstawą i istotą wielu aktywności wysokogórskich. Dla wielu z nas robienie „czegoś razem” jest ważniejsze niż sam rezultat, który nota bene wyszedł rewelacyjnie.
W projektach biznesowych, nawet tych zaawansowanych technologicznie, to właśnie „czynnik ludzki” jest tym aspektem, który robi różnicę, a rezultat jest często efektem, tego co pozornie niezauważalne. Dla teamów zarządzających prawdziwym wyzwaniem jest stworzenie środowiska, w którym da się budować zespoły wokół wspólnego działania, które wyzwolą pasję i zaangażowanie.
Tekst opublikowałem na platformie Linkedin

